Panuj nad wszystkim, bo się rozpadnie - zapis matrycy 7.

Autor: Albert Geelman

W domu rodzinnym krzywdzonego dziecka obciążano je wszelkimi zobowiązaniami, jakich nie powinno się powierzać dzieciom. Oczekiwania stawiane wobec niego wielokrotnie były tak wygórowane, że nie było w stanie realnie im sprostać. Za jakiekolwiek porażki, kłopoty lub trudności dziecko otrzymywało informację wprost lub pośrednio, że jest za to odpowiedzialne. W swoim nieustającym pędzie za akceptacją i miłością usiłowało sprostać wszystkim oczekiwaniom i przejmowało odpowiedzialność za sprawy, które w ogóle nie powinny dotyczyć dzieci. Usiłowało mediować między członkami rodziny, kontrolowało stan emocji i aktywności rodziny, przejmowało odpowiedzialność za warunki bytowe, realia życia codziennego i za wszelkie przejawy życia rodziny. Kiedy kontrolowało sytuację, doświadczało poczucia, że wszystko jest w porządku. Jednak i tak następowała katastrofa: rozczarowanie lub chaos. Wtedy rozsypywała się ta misterna konstrukcja kontrolowana przez dziecko, uwalniały się złość, wyrzuty lub jakaś niezrozumiała dynamika rodzinna. 

Dziecko miało poczucie, że coś wymknęło się spod kontroli. Może kiedy ojciec zrobił awanturę, zbyt mocno spało. Może coś przeoczyło, o co mogło wcześniej zadbać. Może niezbyt dokładnie przyłożyło się do jakiegoś zadania. Rozsypywały się więc miłość, uczucia i stabilność. 
W okresie dorosłym ten zapis jest wciąż utrwalony. Powoduje nadmierną potrzebę kontroli i odpowiedzialności. Należy wszystkiego dopilnować i sprawdzać, czy działa. Świat wokół nie może być chaotyczny, niezrozumiały ani niestabilny. W ekstremalnych przypadkach osoby z syndromem DD wręcz sterylizują swoje otoczenie. Ich mieszkanie w swym sterylnym porządku przypomina bardziej salę operacyjną niż dom. Nie dopuszczają niczego, co wprowadzałoby niekontrolowany nieporządek emocjonalny lub przestrzenny. Na ścianach nie mogą zawisnąć fotogra"e, obrazki lub pamiątki przypominające jakieś stany emocjonalne. W mieszkaniu dopuszcza się tylko to, co stanowi zwartą i spójną kompozycję. Jeśli coś do nich nie pasuje, to należy to przemalować i dostosować do ogólnej kompozycji. Mieszkanie nie służy mieszkańcom tylko samej w sobie nienagannej kompozycji. Nawet w kuchni nie można zawiesić ręcznika lub zapalarki do gazu, bo zakłóciłoby to idealną linię przestrzeni. Mieszkania takie są zimne, pozbawione jakichkolwiek oznak życia. Wyglądają jakby były ekspozycją na targach projektów. Dla osoby zdrowej ta sterylność jest przytłaczająca i wręcz domaga się rzucenia na fotel marynarki lub zawieszenia na oparciu krzesła sukienki. Jest to jednak niedopuszczalne. Zakłócenie przestrzeni rodzi poczucie utraty kontroli i chaosu. Osoby lękowe przeżywają wtedy zachwianie bezpieczeństwa i poczucia porządku świata. Jest to przykład ekstremalny w głęboko zakłóconych procesach psychospołecznych spowodowanych syndromem, ale stanowi on wzorcowy obraz całego życia takich osób. 
 

Głód akceptacji - zapis matrycy 1.

Autor: Albert Geelman

W każdym związku obie strony w pewien charakterystyczny sposób wyra- żają wzajemnie dla siebie aprobatę i akceptację. W zdrowym związku też muszą być wyrażone w jakiś sposób brak aprobaty i nieakceptacji niektórych cech lub zachowań. Jest to naturalne między osobami silnie ze sobą związanymi. Nie byłoby naturalne, gdyby ludzie wyrażali wobec siebie tylko aprobatę lub tylko dezaprobatę. Świadczyłoby to o jakimś fałszu w ich porozumiewaniu się lub o wadliwym stosunku do siebie. 

 Oczywiście każdy związek ma swój własny sposób wyrażania zadowolenia i niezadowolenia. Zależy to od wielu charakterystycznych dla obu stron uwarunkowań. Człowiek z natury potrzebuje akceptacji, szczególnie ze strony osób bliskich. Wiele robimy, aby ją pozyskać i doświadczyć zadowolenia swoich partnerów z kontaktu z nami, naszego bycia w ich życiu i tego co robimy. Jest to przecież normalna potrzeba, którą musimy zaspokoić, bo w przeciwnym razie zapadamy się w coraz głębszą frustrację, wątpliwości i zniechęcenie. 
Osoba z SDD nosi w sobie wyjątkowe zapotrzebowanie na akceptację. Potrzebę tę odczuwa na wszelkich możliwych poziomach. Czasem wyraża się to nadmiernym zapotrzebowaniem do pozyskiwania jakichkolwiek sygnałów o podziwianiu lub nawet uwielbieniu jej przez ludzi. Czyni to wszelkimi sposobami i wszędzie gdzie to możliwe. Sięgając po to, często przekracza granice realnych norm kontaktu międzyludzkiego. Traci kontrolę nad tym, co jest prawdziwym sygnałem akceptacji, a co jest tylko fałszywym komunikatem skierowanym przez kogoś w celu manipulowania lub przejęcia kontroli. Ma więc bardzo słabą umiejętność obiektywnego oceniania stosunku innych ludzi do siebie. 
Zdarza się, że osoby te wpadają w różne pułapki, sytuacje nadużyć, w sieć zakłamania i fałszu, zupełnie nie rozpoznając swojej roli i tego, co w rzeczywistości znaczą dla ludzi, którzy fałszywie okazują im akceptację. Stają się o‡arami nadużyć, intryg lub innych sytuacji wykorzystania.
W momencie tak silnego głodu akceptacji tracą kontrolę, instynkt samozachowawczy i bezkrytycznie poddają się manipulacjom. Być może w nieświadomym bilansie otrzymują wystarczającą graty„kację za koszty, jakie ponoszą. Podejmują bowiem czasem zachowania, jakich później się wstydzą, kreują wizerunek siebie, który mocno dewaluuje ich wartość, ponoszą różne niemiłe społeczne konsekwencje w procesie odnajdywania potwierdzeń akceptacji innych ludzi. 
Kiedy komuś bardzo dokucza głód, jest w stanie poświęcić wiele, aby go zaspokoić. Głód akceptacji również powoduje, że człowiek gotów jest poświęcić wiele wartości i tego, co zazwyczaj było dla niego ważne. Tak silne pragnienie odbiera mu motywację do dbania o to, w co wierzy, co było ważne lub co stanowiło do tej pory wartość. Siła głodu odbiera mu dotychczasowe cechy, wartości i potrzebę bycia godnym człowiekiem. Głód opanowuje rozsądek i dotychczasowy sposób myślenia. 
 

Uzależnienie od bliskości.

Autor: Albert Geelman
 
Rozumienie siebie zależy przede wszystkim od rodzica. W zdrowej rodzinie dziecko jest wartością samą w sobie. Nie musi niczego robić, aby być cenne. To że jest, że się pojawiło, stanowi dla rodziny najważniejszy jego walor. Zdrowe dzieci dowiadują się od rodziców o swojej wartości dzięki temu, w jaki sposób okazują im miłość. Jeśli rodzic uznaje wartość dziecka dlatego, że jest, i to będzie dla niego najcenniejsze, to nie będzie miał kłopotu z okazywaniem tego dziecku. Zdrowy rodzic uznaje niedojrzałość dziecka jako normę i to jest dla niego naturalną wartością dziecka. Wszelkie wady, błędy w okazywaniu miłości i akceptacji, jakie popełnia rodzic, przekonują dziecko, że jest w nim coś takiego, co nie pozwala być odpowiednim dla swojego rodzica. Buduje więc przekonania o tym, co w nim jest wadliwego, co nie pozwala mu być dobrym. 
Rodzic dysfunkcyjny nie uznaje niedojrzałości dziecka. Okazuje mu to w sposób wyraźny i bolesny. Mając błędne przekonania o swojej wartości, o wadach, o swojej nieprawidłowej aktywności lub o braku znaczenia dla innych, dziecko nawiązuje z innymi ludźmi kontakty w sposób nieprawidłowy. Usiłuje znaleźć jakiś sposób na bycie dobrym. W przyszłości doświadczenia takie utrwalą się i dorosły człowiek przyjmie je jako podstawę swojego funkcjonowania z ludźmi. 
Jeśli dziecko żyło w poprawnych warunkach miłości i pozostawało w otwartym kontakcie z rodzicem, który ułatwiał mu zrozumienie siebie, w jego życiu dorosłym nie sprawi mu kłopotu rozumienie siebie i innych. Nie znaczy to oczywiście, że jego życie nie napotka trudności albo bólu. Będzie miało tylko ułatwiony dostęp do siebie i do swoich pragnień. Pozwoli mu to równoważyć wartości życia i odpowiednio reagować, aby ochronić siebie. Niekoniecznie uda mu się zrównoważyć swoje pragnienia z tym, co je spotka. Jednak dzięki pełnej świadomości siebie, jaką otrzyma od rodzica, będzie mogło zrozumieć, co się dzieje i zająć odpowiednią pozycję obronną. Będzie potrafiło przyjmować i radzić sobie zarówno z dobrymi częściami swojego życia, jak i tymi trudnymi. Będzie mogło przyjąć otwarcie to, co będzie dla niego dobre, a chronić siebie przed tym co złe. 
Siła otrzymana od rodzica nie pozwoli na destabilizację jego autonomii. Potraƒ ono bowiem zrozumieć siebie jako niezależną istotę. Dozna cierpienia, ale to nie spowoduje jego rozpadu. Jego życie nie stanowi uzupełnienia czyichś potrzeb lub uwarunkowań. Nie pozwoli na tworzenie się warunków, w których nie będzie mogło się spełniać. Będzie umiało chronić siebie przed zagrożeniami. Będzie umiało unikać miejsc, w których może doznać krzywdy. Związki, jakie będzie tworzyło z ludźmi, będą dla niego możliwością po- łączenia swojej autonomii z innymi autonomiami bez potrzeby ich modyƒ- kowania. Nie będzie to wymagało ani modyƒkowania siebie, ani innych. Po prostu, spotkając kogoś, stworzy z nim więź dwóch osób takich, jakimi są i nie będą musiały się zmieniać, aby siebie kochać. Stworzą więc trzecią jakość bycia – „MY”. 
Jeśli dziecko nie mogło w rodzinie zrozumieć siebie jako wartość ważną dla kogoś, ponieważ rodzic nie dawał odpowiedzi na proste pytania lub powodował, że nie rozumiało, kim jest i jak ma żyć, to jego wiedza o sobie jest niekompletna lub wadliwa. 
 

Przyczyny niepowodzeń szkolnych dzieci

Autor: Beata Zawadzka

Powodzenia dziecka w pracy dydaktyczno - wychowawczej powinno być przedmiotem troski wszystkich rodziców. Niepowodzenia szkolne dzieci bywają liczne i skomplikowane, podobnie jak sam proces kształcenia i wychowania. Prowadzone badania nad wieloma uwarunkowaniami tego niepokojącego zjawiska wykazały, że jedną z przyczyn takich niepowodzeń może być zła sytuacja w rodzinie dziecka.

Termin powodzenia i niepowodzenia w pracy dydaktyczno - wychowawczej należy rozpatrywać zawsze łącznie, w nauczaniu bowiem kiedy kończy się powodzenie, zaczyna się niepowodzenie i odwrotnie.

Pojęcie niepowodzenia można najogólniej zdefiniować jako stan, w jakim znalazło się dziecko na skutek niespełnienia wymagań szkoły.

Szukając przyczyn niepowodzeń szkolnych, spotkałam się z różnymi ich klasyfikacjami.

Pedagodzy dzielą przyczyny porażek na różne kategorie. Świadczy to o ogromnej złożoności problemu, a także szerokim jego zakresie.

W niniejszej pracy przyjmę klasyfikację przyczyn niepowodzeń szkolnych według Cz.Kupisiewicza. Są to: 
a) przyczyny ekonomiczno - społeczne ( złe warunki materialne i mieszkaniowe, rozpad struktury rodziny, niski poziom intelektualny i kulturalny rodziców, niewłaściwa postawa rodziców wobec dziecka, brak zrozumienia i zaspokojenia potrzeb dziecka), 
b) przyczyny pedagogiczne (tkwią w procesie dydaktycznym, mogą być spowodowane niedostatecznym przygotowaniem nauczycieli, popełnianymi przez nich błędami dydaktycznymi oraz wadliwą postawą w stosunku do uczniów), 
c) przyczyny biopsychiczne (tkwiące w dziecku np.: wady wymowy, wzroku, słuchu).

Według Cz. Kupisiewicza niepowodzenia w nauce szkolnej charakteryzują się występowaniem wyraźnych rozbieżności między wymaganiami wychowawczymi i dydaktycznymi szkoły a postępowaniem uczniów oraz uzyskiwanymi przez nich wynikami nauczania.

Między trudnościami w nauce a trudnościami w zachowaniu dziecka zachodzi ścisła współzależność, chociaż w początkowym okresie może zachodzić tylko jeden rodzaj trudności. Jest to zrozumiałe, ponieważ trudności w nauce powodują różne reakcje dziecka, takie jak zniechęcenie do nauki, agresywne zachowanie, systematyczne wagarowanie i uciekanie ze szkoły, co z reguły wywołuje konflikty z nauczycielami i powstanie trudności wychowawczych. Zaburzenia w zachowaniu ujawniane przez dziecko na terenie szkoły (np. znaczna nadpobudliwość, brak wytrwałości) mogą się przyczynić do powstania trudności w nauce (brak koncentracji uwagi na lekcji, niezdolność do systematycznego odrabiania zadań domowych pociągają nagromadzające się luki w wiadomościach).

Środowisko w którym rozwija się dziecko, ma bardzo duży wpływ na późniejsze efekty edukacji. Sytuacja materialna rodziców, właściwa atmosfera w domu, wartości uznawane w rodzinie, zaspokojenie potrzeb dziecka są warunkiem prawidłowego rozwoju osobowości.

O pozytywnym stosunku do nauki decyduje wiele czynników, wśród nich ważne jest przygotowanie ucznia do szkoły przez rodziców. Składa się on z dwóch etapów:

  • długofalowego, obejmującego cały wiek przedszkolny,
  • bezpośredniego, obejmującego ostatni rok przed pójściem do pierwszej klasy.

    Pierwszy etap polega na trosce o prawidłowy, harmonijny, wszechstronny rozwój psychofizyczny dziecka, na zapewnieniu mu jak najlepszych warunków życia oraz na właściwym oddziaływaniu wychowawczym.

    Czytaj dalej:
    http://www.publikacje.edu.pl/publikacje.php?nr=10780

Piję, bo się boję, czy boję się, bo piję?

Z Panią Ewą Miturską, rozmawiała Anna Góra.

Osoby uzależnione  doświadczają różnych problemów natury psychicznej. Badania empiryczne wykazują, że na przestrzeni ostatnich lat można zarejestrować coraz częstsze występowanie  wraz z uzależnieniem   innych  chorób, m.in. takich jak zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju, zaburzenia odżywiania czy schizofrenia. Skąd bierze się ta współzachorowalność? Czy osoby chore, próbując poprawić swoje samopoczucie zażywają środki psychoaktywne i popadają w uzależnienie, czy też może  nadużywanie przez nie substancji psychoaktywnych doprowadza do występowania choroby psychicznej? Na temat podwójnej diagnozy rozmawialiśmy z Ewą Miturską, psychologiem i psychoterapeutką z Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie.

Anna Góra: Ostatnio coraz częściej mówi się o występowaniu u osób uzależnionych różnych zaburzeń psychicznych. Czy można powiedzieć, że choroba psychiczna jest wynikiem uzależnienia, czy raczej odwrotnie? 

Ewa Miturska: Współwystępowanie zaburzeń psychicznych i uzależnienia w diagnostyce jest określane terminem podwójnej diagnozy (z ang. dual diagnosis – przyp. red). Rozumiane jest to jako występowanie więcej niż jednego specyficznego zaburzenia w określonym przedziale czasowym. 
W przypadku wielu pacjentów nie można jednak określić jednoznacznie, który rodzaj dysfunkcji wystąpił wcześniej i miał tzw. charakter pierwotny. Poniekąd jest to pytanie filozoficzne  w stylu: „co było pierwsze - jajko czy kura?”. Liczne badania empiryczne pokazują różne, nierzadko sprzeczne wyniki w tym obszarze. Wiadomo, że osoby doznające dyskomfortu psychicznego czy cierpienia emocjonalnego  częściej sięgają po substancje psychoaktywne w celu tzw. samoleczenia. Najczęściej zażywanie przez nie tych substancji ma doprowadzić do uspokojenia, zapomnienia o problemach czy dodania sobie odwagi w stresujących sytuacjach. Działania takie mogą w konsekwencji  prowadzić do uzależnienia. Inne badania pokazują z kolei kierunek odwrotny, tj. osoby nadużywające środków psychoaktywnych doświadczają często licznych konsekwencji zażywania substancji psychoaktywnych, m.in. są to skutki w sferze funkcjonowania psychospołecznego danej jednostki. Dotyczy to zmian w obszarze poznawczym, emocjonalnym i behawioralnym. Efektem zażywania substancji psychoaktywnych według takiego wzorca może być rozwój zaburzenia psychicznego. . Tak więc oba warianty współwystępowania są możliwe. Czasem też zażywanie substancji psychoaktywnych przez pacjenta może aktywować jakieś pierwotne zaburzenie, co do którego ma on predyspozycje  biologiczne, a które bez używania tych środków mogłyby nie zostać uaktywnione.

A.G.: Który wariant współwystępowania jest w takim razie częstszy?

E.M.: Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Współwystępowanie zaburzeń może mieć charakter kilku wariantów. Po pierwsze, ciągły i obustronny wpływ podtrzymujący aktywność obu schorzeń. Po drugie, nadużywanie substancji może być mechanizmem wyzwalającym zaburzenie psychiczne. Po trzecie, używanie substancji w celu  „samoleczenia” może prowokować pojawienie się dysfunkcji psychicznych lub też - po czwarte - mogą istnieć wspólne mechanizmy neurobiologiczne obu zaburzeń, np. dysfunkcja układu dopaminergicznego w depresji i uzależnieniach, a w końcu – po piąte – dopuszczalny jest wariant używania substancji psychoaktywnych w celu radzenia sobie z efektami ubocznymi stosowania leków, np. neuroleptyków.

Na ten temat są też prowadzone badania, ale nie jest ich wiele, ponieważ tak naprawdę nie ma to dużego  znaczenia dla praktyków terapii . W sytuacji, gdy pacjent poddawany jest diagnozie, nie ma różnicy, co było pierwsze - jest to współwystępowanie i w związku z tym w procesie leczenia trzeba zająć się zarówno jednym, jak i drugim zaburzeniem. Ogółem przyjmuje się, że pierwszeństwo ma tutaj leczenie odwykowe,  terapia ukierunkowana na zaniechanie zażywania substancji psychoaktywnej, utrzymywanie abstynencji i wzmocnienie pacjenta w trzeźwieniu, a dopiero potem w procesie dalszego leczenia przechodzi się do terapii zaburzenia osobowości czy rehabilitacji określonej choroby psychicznej.

A.G.: Jakiego rodzaju zaburzenia są diagnozowane razem z uzależnieniem i które z nich są najczęstsze?

(...)

Dowiedz się więcej na:
http://uzaleznienie.com.pl/alkoholizm/gdzie-szukac-pomocy/uzaleznienie/587-pije-bo-sie-boje-czy-boje-sie-bo-pije.html